Bł. Jan Paweł II Ecclesia de Eucharistia 61

Bł. JAN PAWEŁ II ECCLESIA DE EUCHARISTIA 61 "Poświęcając Eucharystii całą uwagę, na jaką zasługuje, oraz dokładając wszelkich starań, aby nie umniejszyć jakiegokolwiek jej wymiaru czy wymogu, stajemy się rzeczywiście świadomi wielkości tego daru. Zaprasza nas do tego nieprzerwana tradycja, która od pierwszych wieków dopatrywała się we wspólnocie chrześcijańskiej strażnika opiekującego się tym «skarbem». Kościół, powodowany miłością, troszczy się o przekazywanie kolejnym pokoleniom chrześcijan wiary i nauki o Tajemnicy eucharystycznej, tak aby nie została zagubiona choćby najmniejsza jej cząstka. Nie ma niebezpieczeństwa przesady w trosce o tę tajemnicę, gdyż «w tym Sakramencie zawiera się cała tajemnica naszego zbawienia»"

środa, 20 lutego 2013

Czy umiemy się tak modlić jak o. Pio?

Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia? Wtedy oświadczę im: Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości! Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki . Gdy Jezus dokończył tych mów, tłumy zdumiewały się Jego nauką. Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak ich uczeni w Piśmie. (Mt 7:21-29)

La Salette:
„Jeżeli się nawrócą, kamienie i skały zamienią się w sterty zboża, a ziemniaki same się zasadzą. Czy dobrze się modlicie moje dzieci?”
– Nie, proszę Pani, nie bardzo – dzieci odpowiadają szczerze.
Ach, moje dzieci, trzeba się dobrze modlić, rano i wieczorem. Jeżeli nie macie czasu, odmawiajcie przynajmniej Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo, a jeżeli będziecie mogły, módlcie się więcej.
 
Jeden z przyjaciół Ojca Pio, Giovanni Bucci, zapytał go kiedyś, jaką modlitwą modli się najczęściej: dyskursywną czy afektywną. Usłyszał wtedy następującą odpowiedź: „Ja nie znam się na modlitwach dyskursywnych i afektywnych. Żyję prosto, bez rozkładania wszystkiego na czynniki pierwsze: dziękuję, żałuję, upokarzam się – w sumie wracam do podstawowego pokarmu”. Wydaje się, że znany w całym świecie duchowy inspirator i propagator Grup Modlitwy nie posiadał ustalonej zasady czy metody prowadzenia rozmowy z Panem Bogiem. Udzielał natomiast pewnych praktycznych wskazówek, zachęcając do codziennej medytacji i nieustannej modlitwy.
W kapłańskim życiu Ojca Pio była jednak modlitwa szczególna, która angażowała jego serce i umysł – pełne miłości wstawiennictwo dla zbawienia ludzi. Codziennie w zakrystii przed Mszą Świętą, w konfesjonale podczas spowiedzi, w ogrodzie lub klasztornych korytarzach w czasie odmawiania różańca czy wreszcie w trakcie odpisywania na listy modlił się za tych, którzy za jego pośrednictwem polecali się Bożemu miłosierdziu. Wielu z nich nie znał ani nie spotkał, byli też i tacy, których udało mu się poznać tylko dzięki Bożej interwencji, o czym dał świadectwo 20 grudnia 1913 roku w jednym z listów do ojca Benedetta: „Podczas modlitwy zdarza się, że zapominam modlić się za tych, którzy prosili mnie o modlitwy (nie o wszystkich jednak), albo za tych, za których zamierzałem się modlić. Zanim zacznę modlitwę, czynię wysiłek, aby polecić tę czy tamtą osobę. Lecz, o Boże! Skoro tylko wejdę w modlitwę, mój umysł staje się całkowicie pusty i nie pozostaje żaden ślad tego, co miałem bardzo mocno w sercu. W innych przypadkach natomiast czuję się pobudzony, aby modlić się za kogoś innego, za kogo nigdy nie zamierzałem się modlić, a co jeszcze cudowniejsze, za kogoś, kogo nigdy nie znałem ani nie widziałem, ani nie słyszałem, kto nigdy nie polecał się, nawet za pośrednictwem innych. Prędzej czy później Pan wysłuchuje zawsze tych modlitw”. Ojciec Pio opisuje nieznane mu dotąd zjawisko, którego skutki zaczął sobie uświadamiać już na początku kapłańskiego posługiwania. Był to dar modlitwy mistycznej, podczas której Bóg z taką intensywnością oddziaływał na stan jego duszy i do tego stopnia angażował jego umysł i serce, iż nie potrafił modlić się inaczej, jak tylko w taki sposób, na jaki pozwalał mu Duch Święty. Dotyczyło to również treści modlitwy, a więc i osób, za które Bóg chciał, by się wstawiał.
Trzeba jednak podkreślić, że nawet podczas mistycznego zatopienia w ekstatycznej modlitwie Ojciec Pio nie przestawał prosić i wstawiać się za bliźnich. Tak też było, gdy złożony ciężką chorobą przebywał w kapucyńskim klasztorze w Venafro. W tym czasie duchową opiekę nad nim sprawował ojciec Agostino, który w swym duchowym Dzienniku spisywał wypowiadane przez niego w mistycznej ekstazie słowa i modlitwy. Oto fragment jednej z nich: „O Jezu, polecam Ci tę osobę… nawróć ją, zbaw ją… nie tylko nawróć ją, ponieważ potem może utracić Twoją łaskę, ale zbaw ją, zbaw ją… czyż nie wylałeś za nią Twojej krwi?”.
Modlitwa wstawiennicza towarzyszyła Zakonnikowi nie tylko podczas mistycznych ekstaz, ale również była obecna w trakcie wykonywania zwyczajnych zajęć. Otóż pewnego wieczoru, prowadząc luźną rozmowę z ojcem Aureliem i doktorem Sanguinettim, Ojciec Pio nagle ją przerwał, w dłoniach ukrył swą twarz i powiedział: „Módlmy się za króla Anglii!”. Mocno zdziwieni, wkrótce do modlitwy dołączyli pozostali rozmówcy. Następnego dnia rano radio podało informację o śmierci Edwarda VI, króla Anglii.
Ojciec Pio modlił się za żywych i za zmarłych. Pragnął, by łaska zbawienia jak najszybciej stała się udziałem dusz cierpiących w czyśćcu. Niejednokrotnie ofiarowywał za te dusze stosowne odpusty bądź odprawiał Msze Święte. Swoim duchowym dzieciom powtarzał: „Módlcie się, módlcie się, módlcie się. Musimy opróżnić czyściec. Wszystkie dusze w czyśćcu muszą być uwolnione”. Kiedy po reformie liturgii usunięto niektóre formy odpustów za dusze czyśćcowe, Ojciec Pio ze smutkiem, ale wciąż zdecydowanie nawoływał: „A więc kto będzie myślał o tych świętych duszach? Wy usilnie módlcie się za nie”. Jego osobista odpowiedź na tę sytuację była natychmiastowa – odtąd za zbawienie dusz czyśćcowych odmawiał sześćdziesiąt całych różańców na dzień.
Wspieram Kościół swymi modlitwami
Przedmiotem modlitwy wstawienniczej Ojca Pio był przede wszystkim Kościół. Kochał go i czuł się za niego odpowiedzialny, dlatego nie przestawał prosić Boga o potrzebne dla niego łaski. Codziennie, zaraz po przebudzeniu, miał zwyczaj pierwsze słowa modlitwy kierować za papieża. Wielokrotnie dając dowody całkowitego posłuszeństwa i czci następującym kolejno po sobie biskupom Rzymu, zapewniał ich o swych synowskich uczuciach i wiernej modlitwie w ich intencjach. Wyraził to choćby w liście skierowanym do Pawła VI: „Ofiaruję Wam moją modlitwę i codzienne cierpienia jako niewielką, ale szczerą pamięć ostatniego z Waszych synów, aby Pan Was umacniał swoją łaską w celu kontynuowania słusznej, choć uciążliwej drogi, w obronie wiecznej prawdy, która pozostaje niezmienna bez względu na czasy”.
Nie ustawał także w modlitwach za zakon kapucynów i poszczególnych jego generałów, jak również za swoją zakonną prowincję, powierzając Bogu wszystkie trudne sprawy, kapituły i poszczególnych współbraci. W liście z 16 lutego 1915 roku zapewniał prowincjała, ojca Benedetta: „Nie ma potrzeby, abyście mnie prosili o modlitwę w intencji potrzebujących z naszej matki prowincji, Bóg wie, ile razy na dzień przypominam Mu o niej”. W swych błaganiach nie zapominał o prowincjale i podejmowanych przez niego dziełach, wypraszając u Boga potrzebne błogosławieństwo: „Tymczasem nie przestanę wznosić w nocy rąk ku Świętemu Miejscu i nieustannie udzielać Ci błogosławieństwa tak długo, jak długo tchu mi starczy”.
Modlitwą wstawienniczą Ojciec Pio obejmował swych penitentów i osoby, które u niego szukały kierownictwa duchowego lub stawały się jego duchowymi dziećmi. Motywem tych modlitw nie była jednak litość, ale przede wszystkim miłość, najpierw do Boga, a następnie do człowieka pogrążonego w grzechach. Wiadomo, że nierzadko odsyłał penitentów bez rozgrzeszenia, lecz nigdy nie przestawał towarzyszyć im duchowo, modląc się o ich nawrócenie. Większość z tych, którzy nie otrzymali rozgrzeszenia, wkrótce zaczynała odczuwać tak silny wewnętrzny niepokój, iż szukała wstawiennictwa wszystkich świętych bądź pomocy u innych kapłanów. W ten sposób modlitwa wstawiennicza przygotowywała ich do pojednania z Bogiem. Do tej krucjaty ratowania grzeszników Ojciec Pio zaangażował również swoje duchowe dzieci. Niejednokrotnie jako pokutę zadawał im zbiór modlitw, dołączając do niego listę osób, za które chciał, aby się modlono.
Może to kogoś zdziwić, ale Ojciec Pio prosił innych o modlitwę za siebie. Możemy się o tym przekonać, śledząc uważnie jego korespondencję z kierownikami duchowymi. „Pomóż mi i modlitwami twoimi, i modlitwami innych ludzi” – pisał do ojca Benedetta 23 października 1921 roku, a w liście z 8 maja 1919 roku skierowanym do ojca Agostina prosił: „Wspieraj swoimi modlitwami tego cyrenejczyka, który dźwiga krzyż wielu ludzi”. Uciekał się z prośbą o pomoc do swych kierowników duchowych, gdyż brakowało mu już czasu, by modlić się za siebie. Informował o tym ojca Agostina w liście z marca 1915 roku: „Najpierw polecam dobremu Bogu duszę, która jest w największej potrzebie. […] Nie dlatego, że uważam, iż moja własna dusza miała mniejszą potrzebę Bożej pomocy, lecz dlatego, że brakowałoby w gruncie rzeczy czasu, by przedstawić Panu jej potrzeby!”.
Modlitwą obejmuj wszystkich
W kwietniu 1914 roku Ojciec Pio napisał do Raffaeliny Cerase list, w którym zachęcał ją i inne osoby, które uda się jej pozyskać, do szczególnej misji: modlitwy wstawienniczej za cały Kościół. Modlitwa ta miała obejmować osoby na różnych poziomach wiary, a także tych, którzy ją utracili lub byli niewierzący; co więcej, również wszystkich, którzy stali na straży depozytu wiary lub byli jej krzewicielami. Ten rodzaj misji nazwał Ojciec Pio „najwznioślejszym apostolatem”: „Nie wszyscy jesteśmy powołani przez Boga do zbawiania dusz i głoszenia Jego chwały poprzez wielki apostolat nauczania. […] Módl się za wiarołomnych, módl się za obojętnych, módl się również za gorliwych, a przede wszystkim módl się za papieża, we wszystkich duchowych i doczesnych potrzebach Kościoła świętego, naszej najczulszej Matki. Szczególną modlitwą obejmuj wszystkich, którzy dla zbawienia dusz i dla chwały Bożej pracują na misjach wśród niewiernych i niewierzących. Jeszcze raz zachęcam cię do ofiarowania się całkowicie wraz z wieloma innymi duszami, które możesz porwać dla wyżej wymienionych celów. I bądź pewna, że jest to najwznioślejszy apostolat, jaki może wypełnić dusza w Kościele Bożym”. Misję modlitwy za Kościół Ojciec Pio powierzył swej duchowej córce, a przez nią wszystkim świeckim, dając początek wielkiemu ruchowi duchowości, nazwanemu później Grupami Modlitwy. Miały one stać się swego rodzaju „duchową siecią” połączoną węzłem modlitwy i przyciągającą do zbawienia najbardziej oddalonych i pogubionych wiernych.
Misja Ojca Pio jako niezmordowanego oranta skłaniała go do orędownictwa i wytrwałej modlitwy błagalnej. Jego wielkim pragnieniem było ujrzeć wszystkich ludzi zbawionych w królestwie Jezusa Chrystusa, dlatego wstawiając się u Boga, tak jak Mojżesz za swoim ludem, wypełniał misję duchowego i sakramentalnego kapłaństwa. Obiecał to zadanie kontynuować także po swojej śmierci. Usilnie prosił dobrego Boga: „Panie, nie każ mi wchodzić do raju, dopóki ostatni z moich synów, dopóki ostatnia osoba powierzona mojej kapłańskiej opiece nie wejdzie tam przede mną”. 

Aby dobrze się modlić, nie wystarczy wyrazić nasze prośby najlepszym ze wszystkich sposobów modlitwy, jakim jest Różaniec: konieczna jest też wielka uwaga, ponieważ Bóg bardziej niż głosu ust, słucha głosu serca.
Prosić Boga wśród roztargnień dobrowolnych jest wielkim brakiem szacunku, który nie tylko, że czyni Różaniec bezowocnym, lecz wypełnia nas grzechami.
Jak można prosić Boga, aby nas wysłuchał, jeżeli my samych siebie nie słuchamy i jeżeli podczas gdy prosimy ten Wspaniały Majestat który patrzy na ziemię i sprawia, że ona drży, zabawiamy się w gonitwę motylka? Tak to odwracamy błogosławieństwo tego wielkiego Pana od nas samych i przeobrażamy je w klątwę, która wyrażona jest przeciw temu, kto spełnia niedbale dzieło Boga.
Odwagi więc słudzy dobrzy i wierni, służebnice Jezusa Chrystusa i Najśw. Dziewicy, którzy postanowiliście sobie odmawiać każdego dnia Różaniec. Liczne muchy - nazywam tak roztargnienia, które wam przychodzą podczas modlitwy - niech nie zdołają nigdy sprawić, byście pozostawiali małodusznie towarzystwo Jezusa i Maryi, w którym się znajdujecie podczas odmawiania Różańca.
św. Ludwik Grigion de Montfort