Bł. Jan Paweł II Ecclesia de Eucharistia 61

Bł. JAN PAWEŁ II ECCLESIA DE EUCHARISTIA 61 "Poświęcając Eucharystii całą uwagę, na jaką zasługuje, oraz dokładając wszelkich starań, aby nie umniejszyć jakiegokolwiek jej wymiaru czy wymogu, stajemy się rzeczywiście świadomi wielkości tego daru. Zaprasza nas do tego nieprzerwana tradycja, która od pierwszych wieków dopatrywała się we wspólnocie chrześcijańskiej strażnika opiekującego się tym «skarbem». Kościół, powodowany miłością, troszczy się o przekazywanie kolejnym pokoleniom chrześcijan wiary i nauki o Tajemnicy eucharystycznej, tak aby nie została zagubiona choćby najmniejsza jej cząstka. Nie ma niebezpieczeństwa przesady w trosce o tę tajemnicę, gdyż «w tym Sakramencie zawiera się cała tajemnica naszego zbawienia»"

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WK. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WK. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 września 2013

Maria z Irlandii: medalik zbawienia contra CUDOWNY MEDALIK

nadesłane

Na całe szczęście nie dla wszystkich skończyły się wakacje. Przeglądałem dzisiaj pocztę i ktoś przesłał mi wiadomość o "nowej ewangelizacji" Marii z Irlandii. Dawno nie zajmowałem się już tym tematem, chociażby po to,aby go nie podgrzewać, lecz w obliczu tego, co przeczytałem w treści e-maila, nie można pozostać obojętnie.Maria z Irlandii proponuje nowe sakramentalium - medalik! Jego opis, jak również cel odkrywają kolejne karty manipulacji i zwodzenia. Gdy zapoznałem się z treścią "przekazu" z 18.lipca br. od razu skojarzyło mi się z prześmiewczym i szyderczym chichotem szatana wobec Cudownego Medalika.
Cóż proponuje Maria z Irlandii:

czwartek, 18 lipca 2013, godz. 19.14
Moje dziecko, pragnę, aby zostało oznajmione, żeby od teraz na Ziemi zwracano się do Mnie, używając tytułu nadanego Mi przez Mojego Syna. W tej Ostatniej Misji proszę się do Mnie nieustannie odnosić jako do Matki Zbawienia [1].
Proszę zaprojektować Mój Wizerunek oraz wybić Medalik, gdzie na jednej stronie zostanę umieszczona Ja, ze słońcem poza Moją Głową, na którą wciśnięta będzie korona cierniowa, z wplecionymi w nią dwunastoma gwiazdami.[2] Na odwrotnej stronie tego Medalika życzę sobie wizerunek Najświętszego Serca Mojego Syna wraz z Dwoma Mieczami Zbawienia, które mają zostać skrzyżowane po każdej ze stron Jego Serca.
Miecze Zbawienia będą posiadać podwójny cel. Pierwszy Miecz zabije bestię, do czego Mnie przekazano władzę, abym to uczyniła w Dniu Ostatnim. Kolejny Miecz przebije serca najbardziej zatwardziałych grzeszników i będzie Mieczem, dzięki któremu ich dusze zostaną zbawione. [3]
Medalik ten ma być udostępniony w dużej ilości, a kiedy znajdzie się w rękach tych, którzy go poszukują, musi zostać poświęcony przez kapłana, a następnie darmowo przekazany. Medalik Zbawienia ofiarowuje Dar Nawrócenia i Zbawienia.
Wszyscy ci, którzy otrzymają Medalik Zbawienia, muszą odmówić tę Krucjatę Modlitwy (115) O Dar Nawrócenia
O Matko Zbawienia, pokryj mą duszę Twoimi Łzami Zbawienia.
Uwolnij mnie od wątpliwości.
Wznieś moje serce, tak abym odczuł Obecność Twojego Syna.
Przynieś mi pokój i ukojenie.
Módl się, abym szczerze się nawrócił.
Dopomóż mi przyjąć Prawdę i otwórz moje serce na przyjęcie Miłosierdzia Twojego Syna, Jezusa Chrystusa. Amen.
Moje dziecko, proszę doprowadź do zaprojektowania i wykonania tego Medalika. Poprowadzę cię przy każdym etapie tego przedsięwzięcia, a następnie musisz sprawić, aby był on dostępny na całym świecie.
Idź w pokoju służyć Mojemu Synowi.
Twoja Matka  Matka Zbawienia


[1]Tytuł "Matka Zbawienia" można odczytywać jedynie w kontekście Matki Zbawiciela. Jezus jest naszym Zbawieniem. Papież Franciszek powiedział 6.04. 2013:"tylko Jezus jest naszym zbawieniem i źródłem siły". Maryja nie jest "zbawicielką". Matka Boża współpracuje w dziele zbawienia: " Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem" (Gal 4,4). Dalej czytamy w Lumen Gentium: "To zaś macierzyństwo Maryi w ekonomii łaski trwa nieustannie  poczynając od aktu zgody, którą przy zwiastowaniu wiernie wyraziła i którą zachowała bez wahania pod krzyżem aż do wiekuistego dopełnienia się zbawienia wszystkich wybranych. Albowiem wzięta do nieba, nie zaprzestała tego zbawczego zadania, lecz poprzez wielorakie swoje wstawiennictwo ustawicznie zjednuje nam dary zbawienia wiecznego. Dzięki swej macierzyńskiej miłości opiekuje się braćmi Syna swego, pielgrzymującymi jeszcze i narażonymi na trudy i niebezpieczeństwa, póki nie zostaną doprowadzeni do szczęśliwej ojczyzny. Dlatego też do Błogosławionej Dziewicy stosuje się w Kościele tytuły: Orędowniczki, Wspomożycielki, Pomocnicy, Pośredniczki. Rozumie się jednak te tytuły w taki sposób, że niczego nie ujmują one ani nie przydają godności i skuteczności działania Chrystusa, jedynego Pośrednika"  
[2] Maryja, Niewiasta apokaliptyczna, jest "obleczona w słońce" Ap.   - słońce nie jest z tyłu za Jej głową. Wieniec z gwiazd dwunastu dopełnia ostatniego szczegółu ze snu Józefa i symbolizuje tryumf. Zgodne z tym symbolem jest zastosowanie liczby 12 w Apokalipsie: 12 pokoleń Izraela i 12 Apostołów Chrystusa łączy się harmonijnie z 12 bramami i warstwami fundamentu Niebieskiego Jeruzalem. Niewiasta woła, cierpiąc bóle i męki rodzenia. Ma to jak cały obraz znaczenie symboliczne. Takich bólów nie można odmówić Maryi ani Kościołowi.Korona cierniowa jest utożsamiana z męką Chrystusa. Współcierpienie Matki Bożej zostało ukazane s. Łucji z Fatimy, która widziała, jak czarne kolce korony cierniowej wbijają się w Niepokalane Serce. Pan Jezus powiedział, że najbardziej ranione jest Serce Maryi przez to, że ludzie nie uznają tajemnicy Niepokalanego Poczęcia, że żartują i nie wierzą w nieustanne Dziewictwo Niepokalanej Matki, że nie uznają Jej za Matkę Boga i Matkę ludzi. 
[3] Weźcie też hełm zbawienia i MIECZ Ducha, to jest SŁOWO BOŻE” (Ef.6:17)
Mamy trzy tarcze, które są naszą  gwarancją:
Słowo Chrystusa,
Ofiara Chrystusa oraz
Matka Chrystusa (która pokona wszystkie herezje).
Zupełnie inna jest wymowa i znaczenie Cudownego Medalika (o czym poniżej), niż to, co proponuje Maria z Irlandii. Wciąż walczy z nami Szatan przez swoje pokusy, ale też nieustannie posługuje się on swoimi "ziemskimi pomocnikami", by albo otwarcie prześladować uczniów Chrystusa, albo też, uśpiwszy ich czujność pozornym spokojem, stopniowo deformować ich światopogląd. Dlatego tak bardzo trzeba nam wytrwałości i mądrości, by nie dać się ani zniechęcić, ani oszukać. 
Zupełnie nie zrozumiała jest terminologia "mieczów zbawienia". U kresu historii Chrystus ujawni się w pełni swej chwały. Wtedy też pokona każdą moc, która unieszczęśliwiała człowieka, niszczyła jego radość: Jezus Chrystus „pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc" i przekaże królowanie Bogu i Ojcu (por. 1 Kor 15,24). Tego dnia nastanie pełnia królestwa Bożego, czyli królestwo Ojca, w którym nie będzie cierpienia ani śmierci. Zostanie ona pokonana przez Chrystusa zmartwychwstałego, jak mówi Pismo św.: „Jako ostatni wróg zostanie pokonana śmierć" (1 Kor 15,26).
Szatan zostanie definitywnie pokonany mocą Chrystusa: " I pochwycono Bestię,a z nią Fałszywego Proroka, co czynił wobec niej znaki, którymi zwiódł tych, co wzięli znamię Bestii i oddawali pokłon jej obrazowi. Oboje żywcem wrzuceni zostali do ognistego jeziora, gorejącego siarką." Ap. 19,20.

Cudowny Medalik jest bardzo bogatym obrazem myśli teologicznej. Można powiedzieć, że to wielkie, wręcz genialne i natchnione streszczenie całej teologii maryjnej, jaką ukazuje nam Kościół. Nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny objawiającej Cudowny Medalik od początku miało solidne podstawy doktrynalne. Takie stwierdzenie oparte jest na symbolicznej wymowie znaków. Co prawda Medalik nie jest traktatem teologicznym, ale otwiera on Ludowi Bożemu dostęp do prawd mariologicznych. Stanowi zwięzły szkic ukazujący w poetyckiej formie wydarzenia zawarte na kartach Pisma Świętego.
Jest on niezwykle bogaty w symbole, które trzeba interpretować i właściwie odczytać. To owalna, ograniczona przestrzeń, a pozwala duchowi wznieść się i skoncentrować, wejść w kontakt ze światem nadprzyrodzonym. Wartość Cudownego Medalika można właściwie ocenić biorąc pod uwagę sposób rozwoju i funkcjonowania człowieka poprzez to co symboliczne i sakralne.
Na medaliku widzimy Maryję z rękoma rozłożonymi. Palce Niepokalanej były ozdobione pierścieniami, z których rozchodziły się promienie, oznaczające obfite łaski udzielane osobom, które o nie proszą. Niektóre pierścienie pozbawione promieni odnosiły się do łask, o które nikt nie prosi. 
Rewers medalika nie zawiera wizerunków żadnych osób. Jego znaczenie i wymowa jest oparta wyłącznie na symbolach. Centralne miejsce zajmuje inicjał imienia Maryi czyli litera M. Maryja w objawieniu przedstawia się jako Matka Jezusa i odkupionej ludzkości. Symbolicznie przywołany jest tu dramat Kalwarii, gdy Boża Rodzicielka cierpiała, stojąc pod krzyżem. Obecność krzyża na rewersie medalika podkreśla ścisły związek podstawowych prawd chrześcijaństwa: Wcielenia i Odkupienia. Obraz serc Jezusa i Maryi ukazuje ich miłość, nad którą nie ma większej i która służy. Medalik pomaga lepiej i głębiej zrozumieć proroctwo Symeona, i przybliża tajemnicę miłości Bożej, jaka wyraża się w odkupieńczym Wcieleniu. 
Symbol litery M i krzyża ponad nią, jednoznacznie według autora przypomina, że Maryja w intymny sposób została włączona w dzieło odkupienia dokonane przez Jezusa, jedynego Zbawiciela. Poprzeczna linia umieszczona u góry inicjału Maryi i scalająca go z krzyżem wydaje się wskazywać na to, że podczas najważniejszego w historii zbawienia wydarzenia na Golgocie, ukrzyżowany Jezus i Jego Matka stanowili jedno. Notatki z dużym prawdopodobieństwem oparte na ustnych zwierzeniach św. Katarzyny precyzują jeden z elementów awersu – stopy Maryi miażdżą głowę węża. Jest tu przywołane zwycięstwo Mesjasza nad mocami szatana, w którym będzie miała swój udział Niepokalana. Promienie światła emanują z rąk Maryi, jakby koniecznie musiały przejść przez Nią. Jezus posługuje się Maryją, aby zlewać strumienie odkupieńczych i zbawczych łask.
Pośrednictwo Maryi przejawia się w dwóch aspektach: pośrednictwo wstawiennicze wobec Swego Syna, od Niego zawsze zależne (oczy wzniesione ku niebu w żarliwej prośbie, ofiarowanie globu Chrystusowi) i pośrednictwo rozdawania łask (promienie łask spływające z pierścieni na dłoniach Maryi). To maryjne pośrednictwo skłania wiernych posługujących się Medalikiem do uciekania się do Maryi. Na rewersie krzyż „wrośnięty” w literę M może odzwierciedlać szczególny związek Maryi z Chrystusem, właśnie poprzez prawdę o Boskim Macierzyństwie Maryi. W obu sercach płynie ta sama krew – ta sama miłość. Dwanaście gwiazd z Medalika może odnosić się do apokaliptycznej Niewiasty z Ap 3 i do tajemnicy Wniebowzięcia. 

Bądźmy czujni! Maria z Irlandii tworzy swoją armię wyznawców - nic dziwnego, że propaguje medalik "armii zbawienia".

pozdrawiam
WK 


P.S Słowa św. Teresy od Dzieciątka Jezus ("Na myśl mi nigdy nie przyszło żeby liczyć ramiona gwiazdeczek w moim Medaliku czy moich bliskich.")



sobota, 20 kwietnia 2013

wizjoner, mistyk, charyzmatyk, prorok - o co w tym wszystkim chodzi?

nadesłane

Żyjemy w świecie dwuznaczności, pomieszania pojęć. Taką sytuację wprowadza szatan i wykorzystuje ją, by doprowadzić do zamieszania i zwiedzenia. Zarysowała się tendencja, że otrzymujący "orędzia, przekazy, wizje" zostają nazywani, a wręcz obwoływani "prorokami" - no chyba że sami się tak nazywają. I w ten sposób mamy samych proroków i same prorokinie. Pokusa bycia prorokiem jest bowiem bardzo wielka. Czy tak naprawdę wszyscy, którzy otrzymali jakiś charyzmat są prorokami? W języku polskim moglibyśmy ich nazwać wieszczami, ale ze względu na styl i treść niektórych z tych "orędzi" byłoby to nadużyciem dla poetów narodowych.
Na początku trzeba sobie wyjaśnić co to są charyzmaty, uporządkować je, by móc zakwalifikowywać i rozróżnić proroków, mistyków i charyzmatyków. W Starym Testamencie byli oczywiście prorocy i całe stada fałszywych proroków. Również za czasów Pana Jezusa i w czasach apostolskich funkcjonowali prorocy jak również ich fałszywi odpowiednicy. W Dziejach Apostolskich czytamy także o prorokach: "Kończąc naszą żeglugę, przybyliśmy z Tyru do Ptolemaidy i powitawszy braci, pozostaliśmy u nich jeden dzień. Wyszedłszy nazajutrz, dotarliśmy do Cezarei. Weszliśmy do domu Filipa ewangelisty, który był jednym z Siedmiu, i zamieszkaliśmy u niego. Miał on cztery córki, dziewice - prorokinie. Kiedyśmy tam przez dłuższy czas mieszkali, przyszedł z Judei pewien prorok, imieniem Agabos". (Dz 21, 7-10). Pojawienie się prawdziwych i fałszywych proroków jest w pewnym sensie naturalne, ponieważ cała historia ludzkości jest w stanie walki. Dlatego Pan Jezus tak często wspomina o czujności. Jest jeszcze jedna ważna rzecz: to roztropność i trzecia cnota główna (kardynalna) jak umiarkowanie: "Dodajmy też zaraz, że wszystkie te przymioty (raczej: postawy) człowieka, o których stanowią poszczególne cnoty kardynalne, są wzajemnie z sobą powiązane. Nie można więc być człowiekiem prawdziwie roztropnym, ani rzetelnie sprawiedliwym, ani naprawdę mężnym - jeśli brakuje cnoty umiarkowania. Można powiedzieć, że ta ostatnia cnota pośrednio stanowi o wszystkich innych, ale też wszystkie inne są nieodzowne, aby człowiek mógł być ,,umiarkowany" (lub ,,wstrzemięźliwy"). [Jan Paweł II 22.11. 1978 audiencja generalna] 

W Starym Testamencie jest mowa o prorokach i duchu proroctwa, natomiast dopiero Nowy Testament rozróżnia charyzmaty i dary duchowe, które stają się  bardziej powszechne. Świety Paweł wspomina również dar prorokowania, który buduje Kościół: "Ten zaś, kto prorokuje, mówi ku zbudowaniu ludzi, ku ich pokrzepieniu i pociesze. Ten, kto mówi językiem, buduje siebie samego, kto zaś prorokuje, buduje Kościół" (1. Kor. 14, 3-4).  I bardzo ważny tekst, który pojawia się w jego listach: "Proroctwa nie lekceważcie" (1 Tes 5, 20). Zatem duch proroctwa istnieje i działa w Nowym Testamencie  zatem w naszych czasach. Duch Święty nie przestał mówić do Kościoła. Jednakże zmieniła się forma tego przekazu. 
Pierwsze skojarzenie, jakie nasuwa się przy słowie "prorok", to myśl, że to ktoś, kto przepowiada przyszłość. Nieprawda. Podstawowym zadaniem proroka jest oznajmianie ludziom tego, czego Bóg oczekuje od nich w dniu dzisiejszym. To ktoś, przez kogo mówi do ludzi Bóg. Prorok jest tym, który oznajmia narodowi czas nawiedzenia i wolę, którą na ten czas, ma dla niego Bóg. Dopiero wtórnie, niejako dla umocnienia w tym, czego Bóg obecnie oczekuje, prorok mówi o przyszłości. Ale zawsze to zwiastowanie działania Bożego w przyszłości zakorzenione jest w zwiastowaniu danym na teraz. Duch Święty sprawia, że prorocy "byli gotowi", by mówić do ludu (por. Ez 11,5) i zapowiadać sąd, który nadchodzi. Duch czynił z nich świadków Boga. Słowa, które głosili prorocy kosztem wysiłków i cierpień, nie zrodziły się w nich. Są to słowa samego Boga i to On sam ich ustami zwracał się do ludu. W ten sposób zarysowuje się nierozerwalny związek jaki istnieje między Duchem Boga a Jego Słowem. Celowo użyłem czasu przeszłego odnośnie proroków zgodnie z naszym wyznaniem wiary: Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi. Który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę; który mówił przez Proroków. Wyznanie to nie zaprzecza, że Duch Święty przestał mówić. Jest to wyznanie wiary Kościoła. Katechizm Kościoła Katolickiego wyjaśnia: Przez pojęcie „prorocy” wiara Kościoła rozumie tych wszystkich, których Duch Święty natchnął do żywego głoszenia i redagowania ksiąg świętych, zarówno Starego, jak Nowego Testamentu (KKK, 702). Prorocy wprowadzali ludzi w rozumienie Słowa Bożego. Przekazywali wolę Bożą. Czynili to wyłącznie wówczas, gdy ich działalność była zgodna z wolą Bożą. W tym sensie prawdziwym prorokiem jest ten, kto z polecenia Bożego, wypełniając Wolę Bożą, głosi z całą stanowczością objawione Słowo Boże. Prorocy Starego Testamentu skupiali się na Izraelu: na upominaniu go, walce przeciwko bałwochwalstwu a także przygotowaniu na przyjście Mesjasza. Oczywiście proroctwa Starego Testamentu mogą także odnosić się do naszych czasów. Nowy Testament skupia się już na osobie Jezusa Chrystusa: "Świadectwem bowiem Jezusa jest duch proroctwa" (Ap. 19,10). Dlatego przy analizie współczesnych proroków nie należy sugerować się wydarzeniami z życia proroków Starego Testamentu, to znaczy twierdzić, że jest się prorokiem i na wzór Patriarchów mieć kilka żon. Istota ducha proroctwa nie polega także na tym, by stwierdzić, że anonimowa "prorokini" została wybrana do otwarcia, czy złamania pieczęci Apokalipsy. "Widziałem też anioła potężnego, który wołał głosem donośnym: Któż jest godny otworzyć księgę i zerwać jej pieczęcie? I nikt w niebie ani na ziemi, ani pod ziemią nie mógł otworzyć księgi ani do niej wejrzeć. I płakałem bardzo, że nie znalazł się nikt godny otworzyć księgę ani do niej wejrzeć (Ap. 5:2-4). Nikt nie mógł otworzyć księgi, ponieważ nikt nie był godny, a ta niezdolność wynika z konsekwencji grzechu. Powszechność grzechu człowieka, jest z mocą przedstawiona przez Św. Pawła w Liście do Rzymian gdzie z naciskiem stwierdza, że “nie ma ani jednego sprawiedliwego“ i “wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej“. Nic dziwnego, że Św. Jan bardzo płakał, gdyż nie ma niczego bardziej godnego ubolewania i bardziej nieszczęsnego w historii ludzkości niż nasza całkowita niegodziwość jako grzesznych istot przed obliczem naszego Stwórcy. Czy autentycznym prorokiem jest ktoś, kto ogłasza się "posłańcem Bożym", by przedstawić Dzieciątko Jezus jako "Odnowiciela Ducha Narodu Polskiego [niejaki Jerzy L. z Podlasia 3.05.2008]? Osobiście nie mam nic przeciwko Nabożeństwu do Dzięciątka Jezus, lecz warto zapoznać się z tekstem śp. ks. Tadeusza Kiersztyna. Nie wystarczy ogłosić się Enochem, by mieć ducha proroctwa i wskazywać na wypełnienie proroctwa apokalipsy o dwóch świadkach.
  Bóg przemawiał i nadal mówi przez proroków. Dawniej ich mowa dotyczyła oczywiście innych zagadnień niż dziś. Każde pokolenie ma swoje problemy. Prorocy sprzed dwustu lat nie musieli przemawiać w imię Boga na temat zagrożeń ze strony broni jądrowej, manipulacji genetycznych czy też ocalenia świata, w którym żyjemy, przed zagładą ekologiczną. W miarę zmieniających się wyzwań dla człowieka i społeczeństwa, przewartościowaniu ulegają również kwestie, w których Pan Bóg zabiera głos przez wybrane dusze.
   "Prorocy" także i dzisiaj mnożą nam się jak grzyby po deszczu. Ostatnim prawdziwym prorokiem Starego Testamentu (w ujęciu biblijnym)  był św. Jan Chrzciciel, natomiast Nowego Testamentu - Św. Jan Apostoł. Ducha proroctwa mieli także Symeon, Anna, Elżbieta itd. Największą Prorokinią pozostaje Maryja - Matka Boża i nasza, oczywiście nie umniejszając roli Pana Jezusa. W dzisiejszym czasie Maryja jest niejako "Narzędziem" Ducha Świętego, który działa w Kościele i dla dobra Kościoła. Stąd też tak wiele maryjnych objawień i orędzi, gdyż Maryja przychodzi, by objawić Kościołowi i ludzkości Wolę Bożą: wskazać ponownie na Jej Syna, upomnieć ludzkość i ostrzec przed zagrożeniami, wezwać do pokuty i nawrócenia.


   Powracając  do tematu należy rozważyć powołanie proroka. Trzeba sięgnąć do lektury Pisma Świętego, by zorientować się jak było ono różne. Przeważnie było ono zaskoczeniem. Mistycy czasów współczesnych także różnie doświadczali swojego powołania. Nie sposób opisać jak różnorodne i niezgłębione są drogi Boże. 
    Dzisiaj mówiąc o duchu proroctwa mamy na myśli charyzmaty. Nauka Kościoła o charyzmatach wywodzi się z myśli teologicznej świętego Pawła. Dla Apostoła Narodów jest ona wyjaśniającym opisem zarejestrowanych przez niego fenomenów. Pojęciu „charyzmat" nadaje on różne znaczenia, ale zawsze wiąże z ideą daru nadzwyczajnego. Dary te są przejawem aktywnej obecności Ducha Świętego w Kościele. Rozdziela On je według własnego upodobania, ale zawsze dla zbudowania Mistycznego Ciała Chrystusa. Duch Święty udziela Swoich darów „każdemu, tak jak chce" (1 Kor 12,11), to znaczy według swojej woli i w zależności od dyspozycyjności wierzących. 
   Analizując teksty świętego Pawła możemy wyprowadzić następujące kryteria prawdziwości charyzmatów: kryterium wewnętrzne, którym jest miłość, pożytek wspólnoty i budowa Kościoła oraz kryterium zewnętrzne, to jest autorytet apostolski. Apostoł Narodów w swoich listach wymieniał pewną liczbę charyzmatów, pokazując przy tym, że zasadniczo chodzi tu o dary związane z funkcjami a nie o cudowne dokonania. Wylicza je w czterech katalogach, które nie są zbiorem wszystkich charyzmatów, jakimi Duch Święty obdarza Kościół, ale mają charakter duszpasterski i przykładowy. Autor listów wymienił najważniejsze dla Kościoła posługiwania: apostołów, proroków, nauczycieli, ewangelistów i pasterzy oraz różne czynności użyteczne dla wspólnoty: diakonat, nauczanie, napominanie, dzieła miłosierdzia, mądrość słowa, umiejętność rozpoznawania, wielką wiarę, rozeznawanie duchów. Nie jest możliwe wyliczenie wszystkich charyzmatów. Związane jest to z pomysłowością Ducha Świętego, który wzbudza je stosownie do potrzeb, zależnie od różnorodności epok, krajów i warunków życia. Paweł wymienia przede wszystkim dar mądrości słowa i umiejętności poznania. Charyzmaty związane z działaniem, które jak sama ich nazwa wskazuje pomagają w popieraniu i usprawnianiu działań ukierunkowanych na dobro bliźniego. 
  W świetle tych rozważań trzeba zrozumieć  dar ducha proroctwa a także powołanie i sposób przekazywania natchnień przez Ducha Świętego jako ogromną różnorodność. Mamy więc wizjonerów, mistyków, proroków i charyzmatyków. Bóg przemawia także (w wyjątkowych sytuacjach) poprzez sny (np.:Jakub, św, Józef).  Duch proroctwa ujawnia się min u wizjonerów - to ci, którzy mają wizje. Często zapadają w stan ekstatyczny, to znaczy ich zmysły zostają niejako 'zawieszone". Wizjonerzy otrzymują objawienia najczęściej związane z konkretnym miejscem. (Lourdes, Rue du Bac, Pointmain itp.) Zwykle objawienia są regularne i trwają przez pewien określony czas. Wizjonerzy z reguły są zaskoczeni nie tylko samym objawieniem, lecz treścią tego objawienia, które nie koniecznie musi być osobowe, lecz wyrażone w obrazach (np. Knock). Autentyczni wizjonerzy wybierają najczęściej drogę powołania w klasztorach (np. Bernardetta Soubirous). Mistycy są obdarzeni szczególnym darem poznania i mądrości Bożej. Ich doświadczenia mistyczne są zjednoczeniem z Bogiem. Zdarza się, że to nie oni spisują swoje przeżycia, lecz ich spowiednicy, czy kierownicy duchowni. Chociaż to nie jest regułą, gdyż otrzymują polecenie, by spisywać swoje mistyczne doświadczenia (np. Aniela Salawa, Rozalia Celakówna, św. s Faustyna).  Mistycy miewają wizje, objawienia, czasami słyszą tylko głos. Najistotniejszy jest  żar, płomień i tęsknota ze zjednoczeniem z Bogiem. 
  Jak wspomniałem wyżej, prorocy, to ci, którzy przepowiadają Słowo Boże zgodnie z Nauką Kościoła, a nie duchem świata, czy oczekiwaniem na spełnienie się proroctw. Nie każde proroctwo jest prawdziwe, to znaczy pochodzące od Boga. Jakie są więc kryteria oceny autentyczności proroctwa?  
- Proroctwo powinno być potwierdzone przez kogoś innego. Św. Paweł pisze: "Prorocy niech przemawiają po dwóch lub trzech a inni nich to roztrząsają" (1Kor 14,29).
- Jeśli proroctwo jest od Boga, to ma na celu zbudowanie, pokrzepienie i pocieszenie. Jeżeli proroctwo zasiewa w duszy strach, przygnębienie, dezorientację, powinno być osądzone jako fałszywe.
- Głównym celem proroctwa powinna być chwała Boża. Wypowiadane słowa proroctwa mają wypływać z miłości Bożej.
- Treść przekazu musi być zgodna z Pismem Świętym i nauczaniem Kościoła.
- Proroctwo powinno nas kierować ku Bogu, zwracać uwagę na życie nadprzyrodzone a nie wywoływać sensację. (Za takich proroków naszych czasów można uważać np. Matkę Teresę, Jana Pawła II)
 Jak napisałem, nie należy zbyt pochopnie nazywać ludzi, którzy publikują orędzia, prorokami, którzy być może mają ducha proroctwa, ale jeśli nie pielęgnują tego daru i nie są posłuszni dyscyplinie Kościoła, bardzo szybko mogą stać się łupem szatana to znaczy egoizmu, czyli pychy. Nawet nieświadomie mogą odciągać ludzi od "zdrowej nauki", od autentycznej drogi dążenia do świętości. Prawdziwa duchowość może stać się duchowym umęczeniem a nawet ośmieszeniem wiary. 
Istnieje również grupa osób, które mają lokucje, to znaczy słyszą wewnętrzny głos. To grupa określana przeze mnie jako "słyszonerzy". Ten rodzaj spisywanych orędzi jest najbardziej trudny do oceny ich autentyczności. Tak jak wizjonerom może się coś "przewidzieć", tak słyszonerom coś "przesłyszeć". Dużą rolę odgrywać może podświadomość. W zasadzie słyszonerzy nie wnoszą nic nowego do ogólnie znanych i autentycznych orędzi, powtarzają te same znane okoliczności jak chociażby już wspomniana sprawa intronizacji czy ostrzeżenia. Osoby te są podatne na tego typu impulsy i wszędzie mogą widzieć cudowne i nadzwyczajne znaki Boże, a to w chmurkach, a to w obrazkach, na drzewach itd. Nie mówię, że nie może się to zdarzyć, tylko, że takie znaki, mogą służyć dla osobistego umocnienia wiary, a nie dla sensacji, by zwrócić na siebie uwagę. Takim egzaltacjom ulegają również osoby nie związane z wizjami, czy lokucjami. Tutaj pojawia się kolejne niebezpieczeństwo i pokusa doświadczenia czegoś nadzwyczajnego. To zjawisko często ma miejsce pośród tzw. charyzmatyków. Charyzmat ma służyć wzajemnemu budowaniu, natomiast to, co dzieje się pośród niektórych grup charyzmatycznych budzi głębokie wątpliwości.. Duch Święty wieje kędy chce i jak chce, ale losowanie karteczek z poszczególnymi charyzmatami, nakładanie rąk - i to przez świeckich, gdzie kapłan jest tylko obserwatorem - jest bynajmniej nie biblijne ani nie katolickie. Dużo można by pisać na ten temat. 
 Aby rozpoznać ducha proroctwa czytajmy Pismo Święte, które nas do tego przygotowuje, a jeśli żyjemy w czasie zamieszania i zwodzenia, Słowo Boże pomoże nam zachować wierność Słowu. Kto zaniedbuje czytania i zachowywania Słowa Bożego wystawia się na pokusę i jest łatwym łupem. Ludzie żądają znaków i cudów, lecz nie wszystkie pochodzą od Boga, większość z nich jest zwodnicza. Wystarczy przeczytać w Apokalipsie, że właśnie antychryst oraz bestie będą działać pośród cudownych znaków i cudów.  Zatem usłuchajmy Apostoła Pawła i prośmy Pana o dar rozróżniania duchów ( 1 Kor. 12:10). Dzisiejszy świat, który ulega duchowi zwodzenia, staje się niebezpieczny także w sferze braku roztropności. Dlatego nie należy odrzucać proroctw, ale też nie należy wszystkim wierzyć. Fałszywki i podróbki były zawsze. "A oni wysłani przez Ducha Świętego zeszli do Seleucji, a stamtąd odpłynęli na Cypr. Gdy przybyli do Salaminy, głosili słowo Boże w synagogach żydowskich; mieli też Jana do pomocy. Gdy przeszli przez całą wyspę aż do Pafos, spotkali pewnego maga, fałszywego proroka żydowskiego, imieniem Bar-Jezus, który należał do otoczenia prokonsula Sergiusza Pawła, człowieka roztropnego. Ten, wezwawszy Barnabę i Szawła, chciał słuchać słowa Bożego".(Dz.13,7) Co za przebiegłość nazwać się Bar-Jezus! Nawet Sergiusz Paweł dał się nabrać, choć był człowiekiem roztropnym. Jak widać trudno jest odróżnić od razu prawdę od fałszu, gdyż posługują się prawdą, powołują się na wybraństwo od Boga, lecz po jakimś czasie wychodzi na jaw, że mówią w swoim imieniu i od siebie. Prawdziwy prorok, głosi prawdę, która nie zawsze jest przyjemna, ale przede wszystkim daje nadzieję: "Szukajcie dobra, a nie zła, żebyście żyli, a będzie Pan Bóg zastępów z wami jak mówiliście" (Am 5,14)
 Dziś, gdy mówi się tylko o tym, jak miłujący i miłosierny jest Pan Bóg niektóre kręgi w Kościele zupełnie zapomniały, że Pan Bóg może karać, a jego kara jest nieraz o wiele sroższa niż kary ludzkie. Należy się cieszyć, że są kapłani, którzy mają wrażliwość na proroctwa, ale jednocześnie są roztropni w ich ocenianiu czy przyjmowaniu oraz, że nie wszyscy ulegli jeszcze posoborowej teologii o Bogu pobłażliwym i solidarnie klepiącym po plecach każdego grzesznika. Wezwanie do pokuty, do umartwienia i zadośćuczynienia Bogu jest aktualne w każdym czasie.
Reasumując: duch proroctwa mogą posiadać wizjonerzy, mistycy, słyszonerzy, charyzmatycy- lecz nie wszyscy są od razu prorokami. Pamiętajmy, że  
"Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
 Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
 Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe." (1 Kor 13,8-10)


Nie każdy kto miał sen, kto doznał jakiegoś doświadczenia, usłyszał wewnętrzny głos lub zobaczył na chmurce jakiś znak jest od razu prorokiem. A z tego wynika pocieszająca wiadomość, że nie każdy, kto sobie napisze jakieś "orędzie" musi być od razu fałszywym prorokiem, być może pycha spowodowała, że sam dał się oszukać. Czuwajmy i używajmy rozumu. Fałszywym prorokiem z pewnością jest ten, kto grzeszy przeciwko Duchowi Świętemu.
pozdrawiam

WK 
 

niedziela, 14 kwietnia 2013

W obronie wiary i tradycji katolickiej? Jaka wiara taka tradycja?

nadesłane
Zanim przejdziemy do meritum sprawy należy się krótkie wyjaśnienie. Co rozumiemy przez Tradycję katolicką a potem zajmiemy się tematem jak ją bronić, żeby dobrze zrozumieć, co oznacza stawać w obronie wiary i Tradycji katolickiej. Żeby nie było nieporozumień, nie czepiam się blogów, adminów, adminek czy tam jeszcze kogoś. Chodzi mi tylko o zrozumienie tematu, by nie mieszać pojęć ani znaków. Nie piszę przecież, by kogokolwiek zdyskredytować. Takie czasy, że trzeba uszanować wolność wypowiedzi w internecie, a nie wyszukiwać od razu ip, danych osobowych. Wolność internetu gwarantuje mi swobodę wypowiedzi, oczywiście w ramach ogólnie przyjętych zasad poszanowania praw moralnych i etycznych. W środowisku katolickim nazywamy je poszanowaniem praw miłości bliźniego. I tymi zasadami chcę się kierować.
Co rozumiemy przez pojęcie "Tradycja katolicka"? Druga nazwa "katolicka" jest zrozumiała i oczywista, ponieważ nawiązuje do Kościoła katolickiego, w powszechnym rozumieniu jako rzymsko-katolickiego, związanego z biskupem Rzymu. W naszym pojęciu "katolicki" znaczy powszechny i jednocześnie mamy w domyśle "rzymski". Czym jest zatem obrona Tradycji katolickiej?
W powszechnym rozumieniu Tradycji katolickiej kojarzy nam się przede wszystkim ryt Mszy świętej tzw. trydenckiej. Lecz tradycja katolicka to coś więcej. Otóż w publikacji "Katolicyzm A-Z" pod hasłem "tradycja" czytamy: "2) w sensie religijnym - termin techniczny służący do określenia ustnego nauczania prawd objawionych zgodnie z poleceniem Jezusa Chrystusa (por. Mt 28, 18-20) oraz oznaczenia depozytu wiary, jaki apostołowie przekazali w ustnym nauczaniu w przykładach swojego życia i ustanowionych instytucjach....Urząd Kościoła z ustanowienia Bożego ściśle się ze sobą łączą. Dzięki tej tradycji Kościół rozpoznaje kanon Ksiąg św, głębiej rozumie Pismo św. i nieustannie w czyn je wprowadza oraz osiąga swoją pewność co do wszystkich spraw objawionych". W tym pojęciu Tradycja to nie tylko i wyłącznie Msza św. rytu nadzwyczajnego, lecz wszystko to, co wiąże się z  przekazywaniem depozytu wiary. Warto jednak spojrzeć na Tradycję z punktu widzenia konserwatywnego, a zatem porzucającego modernizm, liberalizm i wolność religijną. Pomiędzy Tradycją a tradycją istnieje bowiem wiele niedomówień. Wprowadzenie Komunii św. na rękę bądź procesyjnie też zaczęto tłumaczyć tradycją, natomiast Tradycja katolicka mówi o postawie klęczącej, adorującej Boga.
Jako jeden z wielu przykładów "ograniczania Tradycji" (temat jest zbyt obszerny, by go tutaj rozwijać) jest sakrament Chrztu św. Kiedyś był on bardziej ubogacony, min o egzorcyzm.Obecny rytuał chrztu dzieci zachowuje tylko jedną formę egzorcyzmu wyrażoną w słowach "Wszechmogący, wieczny Boże, ty posłałeś na świat swojego Syna, aby oddalił od nas moc szatana, ducha nieprawości, a człowieka wyrwanego z ciemności przeniósł do przedziwnego królestwa Twojej światłości; pokornie Cię błagamy, abyś to dziecko uwolnił od grzechu pierworodnego, uczynił je swoją świątynią i mieszkaniem Ducha Świętego."
Nie ulega wątpliwości, że Komunia św, czy sakrament Chrztu św. są ważnymi sakramentami, lecz jak mogliśmy zauważyć rozluźnienie dyscypliny spowodowało osłabienie wiary.
I o tym rozluźnieniu chciałbym napisać słów kilka. Co oznacza "obrona wiary i tradycji katolickiej" - tytuł jest dwuznaczny, bo czy staję w obronie Tradycji czy tradycji. Posłuszeństwo Kościołowi to przecież nie deklaracja posłuszeństwa dwóm lub trzem kapłanom. Właśnie ze względu na brak dyscypliny w Kościele i patrząc na zjawisko "wolności" w Kościele mamy sytuacje, że znajdzie się kilku kapłanów, którzy na jedno zagadnienie będzie miało kilka swobodnych zdań, opinii, komentarzy. Z punktu widzenia wszechobecnej demokratyzacji mają do tego prawo, tylko czy demokracja jest Tradycją w Kościele? 
Nawet jeśli hierarchia stwierdza autentyczność danego zjawiska, to nie korzysta z przywileju nieomylności, dlatego, że nieomylność jest gwarantowana tylko w przypadku APOSTOLSKIEGO, A WIĘC PUBLICZNEGO BOSKIEGO OBJAWIENIA, DEPOZYTU WIARY, APOSTOLSKIEJ TRADYCJI I PISMA ŚWIĘTEGO. Ogłoszenie dogmatu jest stwierdzeniem, że przedstawiona prawda jest treścią apostolskiej Tradycji, Depozytu Wiary. Z tego wynika, że nawet deklaracja autentyczności jakiegoś objawienia nie wymaga absolutnego posłuszeństwa i zgody katolika z zagrożeniem wiecznego potępienia (tzn. kto nie wierzy, będzie potępiony). Nie jest więc automatycznie heretykiem albo schizmatykiem ktoś, kto nie wierzy np. w La Salette, jest nim zaś ten, kto nie wierzy we Wniebowzięcie NMP. Natomiast odmowa uznania potwierdzonych przez Kościół zjawisk wskazuje na brak wiary, a nawet pogardę wobec Magisterium Ordinarium Kościoła poprzez lekceważenie uroczyście potwierdzonych prywatnych objawień (Lourdes, Fatima, Paray le Monial), brak posłuszeństwa w sprawach dyscyplinarnych, nierozsądek i brak logiki w sprawach jasnych, brak czci wobec Pana Boga lub Matki Bożej.  

Przed Soborem Watykańskim II Kościół ostrożnie i rygorystycznie odnosił się do objawień prywatnych, wizji, proroctw, stygmatów, przepowiedni. W przedsoborowym kodeksie prawa kanonicznego kanon 1399 paragraf 5 zakazywał publikacji książek lub artykułów mówiących o tego typu zjawiskach. Kanon 2318 nakładał karę ekskomuniki na osoby ten zakaz przekraczające. Sytuacja zmieniła się po Soborze Watykańskim II, gdy papież Paweł VI zniósł kanony 1399 i 2318, zezwalając tym samym na publikację informacji o nowych wizjach, stygmatach, objawieniach prywatnych, uzdrowieniach paranormalnych i cudownych. Dekret papieski na ten temat opublikowała Kongregacja Nauki Wiary w "Acta Apostolicae Sedis" z 29 grudnia 1970 r., s. 1186. Zastanawiam się, czy w dzisiejszym czasie tak wielkiego zwodzenia, zamieszania, decyzja Pawła VI nie była zbyt pochopna.Tym bardziej wydaje się to dziwne, że papież Paweł VI, dostrzegał fałszywy dar proroctwa: "
Gdyby Duch Św. bez przerwy był do dyspozycji tych ludzi, gwarantując swoje błogosławieństwo i nieomylność zawsze i wszędzie (a ludzie ci twierdzą, że ich osobiste doświadczenie, ich subiektywne i chwilowe inspiracje są sprawdzianem oraz kryterium prawdziwości religii i kanonu, według których cala nauka religijna powinna być interpretowana) to byłoby to ponownym wprowadzeniem protestanckiego fundamentu wolnej inspiracji lub subiektywizmu, w którym każdy przyjmuje swoją wiarę i swoje nauczanie od Ducha Św." (24 IX 1969 r.)
Gdyby dzisiaj zachowane zostały te kanony sprawa byłaby o wiele prostsza jeśli chodzi o dyscyplinę wiary. Ksiądz dr Michał Kaszowski tak interpretuje zniesienie kanonów: "
Zniesienie przez papieża Pawła VI w 1966 kanonów zakazujących publikacji różnego rodzaju objawień bez aprobaty kościelnej (AAS 58/16) stanowi zgodę Kościoła na ich łatwiejsze rozpowszechnianie, by nie tłumić dzieł Ducha Świętego pragnącego odnowić Kościół Chrystusa." W tym przypadku trzeba jednak stwierdzić, że powinniśmy mieć pewność, że otrzymujący, lub doświadczający zjawisk nadprzyrodzonych powinni mieć kierownictwo duchowe, stałego spowiednika itp. 
Staram się ocenić (nie osądzać!) dzisiejszą sytuację dyscypliny wiary tych, którzy w dobrej intencji chcą jej bronić. Powinniśmy jednak posługiwać się rozumem i nauką ewangeliczną - pisze św. Jan od Krzyża - w taki sposób, że gdyby coś zostało nam objawione w sposób nadprzyrodzony, czy tego chcemy czy nie, powinniśmy zeń przyjąć tylko to, co zgodne z rozumem i prawem ewangelicznym.
Zaprawdę godne to i sprawiedliwe, gdy czytam jak pobożni Katolicy umacniają się wzajemnie świadectwami, praktykują Komunię na klęcząco, przypominają o poście eucharystycznym, wydają świadectwo  o Jezusie, o ich miłości do Maryi, ostrzegają przed działaniem złego ducha, stają w obronie papiestwa. To z pewnością jest umacniające i wpisuje się w Tradycję Katolicką w ujęciu pobożności. Z punktu widzenia dyscypliny widzę jednak pewne zamieszanie. Z jednej strony zdrowe i tradycyjne podejście do praktyk religijnych a z drugiej zachwyt Mszami uwalniającymi, uzdrowieniowymi, na których jest głośno, chaos liturgiczny i spektakularyzm poprzez podnoszenie rąk, klaskanie itp. Jak to się ma do dyscypliny i do sacrum? Jest oburzenie z powodu braku balasek w kościele, podejścia procesyjnego do Komunii św, ale już skakanie i tańce na Mszy św. są tolerowane.Polecam w tym miejscu zapoznanie się z Instrukcją Redemptionis Sacramentum. Istnieje również szczegółowa instrukcja regulująca obrzęd egzorcyzmów). Także treść modlitwy i postępowanie kapłanów i diakonów modlących się nie może przekraczać granic zarezerwowanych dla egzorcysty. Te granice zostały doprecyzowane m.in. w „Liście do Ordynariuszy miejsca przypominającym niektóre normy dotyczące egzorcyzmów Inde ab aliquod annis” [AAS 77 (1985) 1169-1170]. W tym Liście warto zwrócić uwagę na następujące normy dyscyplinarne:
Zakładamy, że osoba (kapłan, diakon) modląca się o wyzwolenie innej osoby, sama jest w stanie łaski uświęcającej i wolna od zniewolenia przez złego ducha oraz nie miesza w tę posługę żadnych praktyk magii, czarów, żadnych praktyk okultystycznych czy spirytystycznych. Nie czyni niczego, co przypominałoby jakieś praktyki szamańskie lub zabobonne odczynianie. Modli się z wiarą wzywając święte imię Jezus, przed którym drżą piekła i musi się zgiąć każde kolano i każdy język musi wyznać, że tylko Jezus jest Panem ku chwale Boga Ojca (por. Flp 2,10n). Prosi Boga, aby w imię Jezusa Chrystusa uzdrowił osobę cierpiącą.
1. Nikomu poza „kapłanem egzorcystą” nie wolno używać formuły zastrzeżonych egzorcyzmów liturgicznych (z rytuału egzorcyzmowania) ani jakiejkolwiek ich integralnej części (por. nr 2).
2. Nie wolno organizować (bez pozwolenia biskupa) zgromadzeń, w czasie których są używane, w celu otrzymania wyzwolenia, modlitwy, w których są wprost wzywane demony i dąży się do poznania ich tożsamości (por. nr 3).
3. Z zachowaniem tych granic, wolno modlić się o wyzwolenie od zła, szczególnie pamiętając o roli sakramentów, o wstawiennictwie Błogosławionej Dziewicy Maryi, aniołów i świętych w duchowej walce chrześcijan z duchami kłamstwa (nr 3).
Zatem modlitwa o wyzwolenie osoby będącej w potrzebie zanoszona do Boga przez kapłana nie będącego egzorcystą lub przez diakona:
1.jest zwrócona do Boga, zanoszona w imię Chrystusa, za wstawiennictwem Aniołów lub Świętych;
2.nie może zawierać wezwań czy rozkazów skierowanych wprost do demonów;
3.musi wykluczać wszelki dialog z demonami;
4.nie może być rozkazywaniem demonowi, by ujawnił swe imię;
5.nie może być wzywaniem, przyzywaniem czy wywoływaniem demonów;
6.można korzystać z władzy nad złymi duchami, wynikającej z sakramentu chrztu czy święceń, ale bez przekraczania granicy władzy udzielonej wyznaczonemu egzorcyście. 
Osoba prosząca o pomoc duchową powinna sama przyjąć postawę pokuty i nawrócenia przez odbycie dobrej Spowiedzi św. (jeśli to jest wskazane, nawet generalnej), więcej się modlić, a nawet pościć i za wszelką cenę wystrzegać się grzechów.
Jeśli chcemy traktować wiarę i dyscyplinę poważnie, to musimy się zadeklarować czy bronimy Tradycji Katolickiej czy nowej tradycji. Miejmy na uwadze prośbę Maryi o pokutę, wynagrodzenie, a raczej tańce i klaskanie nie kojarzą się z ekspiacją. Tradycja przez małe "t" ma oczywiście swoje miejsce teraz w Kościele poprzez rozszerzanie się ruchów charyzmatycznych. I można sparafrazować znane powiedzenie: "Narodziła nam się nowa [charyzmatyczna] tradycja. A jeśli do tego obrońcy wiary i tradycji katolickiej dołączą informacje dotyczące paruzji, ostrzeżenia, cudu i trzech dni ciemności oraz nowej ery bez odpowiedniego przygotowania teologicznego związanego z Nauką i Tradycją Kościoła Katolickiego, to zaczyna robić się duszno, gdyż inaczej mają one charakter sensacyjności i ciekawości. To samo dotyczy bałaganu tematycznego - wrzucenia wszystkiego do jednego wora: patriotyzmu z trzęsieniami ziemi, opracowań teologicznych z innymi dziedzinami nauk fizycznych. Trzeba dużo czasu i cierpliwości, by przedostać się przez tak szerokie spectrum. W każdym z tych przypadków doceniam poszukiwanie prawdy a nawet bycia advocatus diaboli, gdyż jest to jak najbardziej wskazane. Trud poszukiwania prawdy wymaga czasami desperacji, lecz nie powinno się to odbywać na zasadzie domniemań, czy oskarżeń personalnych, lecz uczciwości wynikającej z trudu poszukiwania prawdy. Polemika (gr. pólemos – wojna, spór; także od przymiotnika polemikós – wojowniczy, wrogi) polega też na szacunku do adwersarza i do jego poglądów. To też nie jest tak, że obchodzimy Tydzień Miłosierdzia i z tego powodu "dziś" przebaczamy naszym winowajcom. Przebaczenie jest prawdziwe, gdy jest definitywne - raz i na zawsze czyli 77 razy. Dla uczulonych na słowa, słówka i słóweczka przypomnę, że moje przemyślenia nie są krytyką. Kto rzeczywiście kocha Kościół, Mistyczne Ciało Chrystusa, to pomimo zniesionych kanonów, powinien z punktu widzenia obrony Jego godności [Kościoła], mieć je na uwadze w odczuciu moralnym, by nie wprowadzać zamieszania. To jest bardzo podobna sytuacja, gdy mówimy o "nowinkach" w Kościele jak np. Komunią na stojąco, ministrantki, czy szafarze świeccy. Kościół rozluźnił dyscyplinę w tym względzie - jednak obrońcy wiary tęsknią (z uzasadnieniem) za Tradycją. Warto zatem pomyśleć o dyscyplinie w kwestii obrony wiary i Tradycji Katolickiej. Dawid w swoich psalmach pisał o radości, zabawie, klaskaniu - to część tradycji (!) ludów semickich. Tak zachowywali się przed Obliczem Jahwe, ale także tańcem i śpiewem adorowali bożków. (por. Wyj. 32, 6  Kult złotego cielca "Wstawszy wcześnie rano, dokonali całopalenia i złożyli ofiary biesiadne. I usiadł lud, aby jeść i pić, i wstali, żeby się bawić".)
Być może ekstremiści rzucą się na mnie i w swojej hipokryzji zarzucą "modernizm", bo chcę stłumić orędzia i jako inkwizytor występuje przeciwko współczesnym prorokiniom i prorokom. Mam jednak swój uzasadniony pogląd, że w ocenianiu orędzi, objawień potrzebna jest dyscyplina, gdyż poruszamy się w obszarze naszej wiary, czyli Kościoła Katolickiego, a słowo "katolicki" nie tylko zobowiązuje, ale stawia wymagania. Jestem przekonany, że dzisiaj mówi Duch do Kościoła, wierzę, że Bóg przemawia dzisiaj poprzez maryjne objawienia, i jestem też świadomy, że dym szatana przedostał się do Kościoła. Dym jest duszący i sprawia, że rozmywa nam się obraz, nie widzimy dokładnie. Nie ma wątpliwości, Odnowa musi nastąpić. Odnowa musi przyjść od Ducha Świętego. Ale jak będzie działał Duch Święty? Sam Jezus Chrystus daje nam odpowiedź: Pocieszyciel Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu. On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co ja wam powiedziałem. (J 14, 26)
Był pewien kapłan, który - jak sam o sobie pisał i mówił - "nawrócił się". Zajął się sprawą Intronizacji w Polsce, poświęcił całe swoje życie (dosłownie) dla tej sprawy. Sięgnął do źródła oraz do Encyklik, pism Doktorów Kościoła i w ten sposób powołując się na wielowiekową Tradycję bronił swoich racji. Nie powoływał się na współczesne orędzia (poza Rozalią), gdyż w wielu przypadkach widział w nich ducha zwodzenia. Za jego argumentami stoi Tradycja. Dzisiaj jeśli chcemy bronić wiary i Tradycji też musimy nauczyć się "wyciskania czosnku przez praskę" - nie wierzyć każdemu duchowi, ale roztropnie przyjmować znaki czasu. 
Dzisiaj potrzeba świadków Ewangelii, czyli Dobrej Nowiny. Zbyt wielu mamy dzisiaj głoszących destrukcję. Odnowa Kościoła z pewnością wiąże się z powrotem do Tradycji. Radują się serca, gdy widzimy klęczniki podczas Mszy papieskich. Wiadomości o zakonnikach, którzy znów zakładają habity (sic) i cieszą się z nowych powołań, uczestnictwo młodych ludzi na Mszach rytu trydenckiego przynoszą nadzieję i potwierdzają, że powrót do Tradycji przynosi dobre owoce. Powrót i obrona Tradycji wiąże się z dyscypliną, a zatem powrotem do dyscypliny. Nie mam na myśli powrotu rewolucyjnego, lecz na płaszczyźnie samodyscypliny. Trudno sobie wyobrazić, by podczas Mszy św. nadzwyczajnego rytu rzymskiego udzielać Komunii św "procesyjnie", bądź na rękę bez balasek. Obrona Tradycji to także powrót do dyscypliny kościelnej. I to chciałem wyartykułować. Pan Jezus uczy nas, abyśmy chodzili w prawdzie. Obrona Tradycji to coś więcej niż obrona tego, co w danym momencie akceptują i promują administratorzy różnych blogów i portali. (2 Tym 1,7): "Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia".
Zdecydowałem się na publikacje moich przemyśleń wiedząc, że narażę się obrońcom rozmaitych treści, profili, nazw publikowanych w internecie. Mam nadzieję, że nie zostanę rozniesiony na kopyta. Wiele zależy przecież od inteligencji i kultury osobistej. 
Na koniec niech posłuży jako przykład jeden z komentarzy na pewnym blogu:
"Powiedział":" od kiedy podczas liturgii oraz adoracji można używać gitary i innych nie zatwierdzonych instrumentów? Klaskanie, jakieś ruszanie w stylu tańca? przecież to jest zwykłe bałwochwalstwo i świętokradztwo Najświętszego Ciała i Krwi Pana Jezusa!!! Czy osoba która tłumaczyła nie mogła klęczeć, miała kolana chore czy co, tak samo ci “dziwni” śpiewacy szatana kim oni są wobec Majestatu Boga? Panu Bogu napewno nie podobało się taka oprawa liturgii i adoracji, tylko przysporzyła mu ubliżność… rozumiem msza o uzdrowienie ale nie ma tu w tej liturgii Ducha Bożego tylko modernistyczny szatański duch. Gdzie wyście poskradali rozumy i czemu odrzucacie Tradycję Kościoła która dała nam tyle Świętych i Błogosławionych!!!"
Odpowiedzieli: "Popieramy. kościół TO MIEJSCE SACRUM A NIE “ura bura i Hawaje”. 
No to jak jest z tą obroną?Nie da się przecież wszystkim przyznawać racji.
pozdrawiam 
WK 

red: Czytelnicy nie muszą zgadzać się z przedstawioną opinią. Ewentualne kopiowanie tylko w całości, by nie wypaczyć sensu całego tekstu. Redakcja nie odpowiada za insynuacje związane z tekstem.

Odnośnie norm obwiązujących podczas Mszy św uzdrowieniowych czytaj Instrukcja

środa, 10 kwietnia 2013

Klonerzy klonują a Dolly skacze swobodnie

Uczepiłem się tej biednej Dolly, ale tak pomyślałem z nadzieją, że minęło 6 lat i Dolly padła, co przy średniej długości życia owiec od 10 do 11 lat, jej przypadła prawie połowa. Podobno zabiło ją zapalenie płuc. Może zbyt często i głośno beczała? Coś w tym musi być.
Przez internet przelewa się fala "ostrzeżenia". Wystarczy w wyszukiwarce wpisać "ostrzeżenie", "Warnung", "warning", " 警告" a pojawia się tysiące stron tłumaczących wszem na czym to wydarzenie ma polegać a nawet są podane daty. W zasadzie każdy internauta może się dowiedzieć wszystkiego, ile litrów wody, ile konserw, świec itd ma sobie już teraz przygotować. A ponieważ zdarzenie ma nastąpić bardzo, bardzo "wkrótce", to radzę kupować żywność ekologiczną z krótką datą ważności - nie zepsuje się w czasie ostrzeżenia.
Być może Czytelnicy uznają, że bardzo szyderczo podchodzę do tak poważnego tematu, że chcę ośmieszyć, bądź okpić. Nic takiego. Wręcz przeciwnie, temat traktuję bardzo poważnie. Obawiam się jednak, że tysiące interpretacji wymyka się spod pewnej kontroli a porozumienie i współpraca klonerów polega właśnie na ośmieszaniu, opluwaniu tych, którzy nie myślą jak oni, bądź mają inną interpretację, albo co gorsza zachowują ostrożność i roztropność jak uczy Święta Matka Kościół. W internecie nie mamy tylko "grypy irlandzkiej", lecz całe mnóstwo pochodnych. O ostrzeżeniu piszą blogi mniej lub bardziej katolickie, zielonoświątkowe, ezoteryczne, wróżbiarskie. Wypowiadają się kapłani, pastorzy, mistrzowie duchowi różnych praktyk. Jak się w tym wszystkim odnaleźć, gdzie szukać prawdy, żeby nie wylać dziecka z kąpielą? Admini stron obrzucają się inwektywami. Żeby jeszcze tylko straszyli się sądami, ale co więcej:piekłem, opętaniem, utratą zbawienia po ostrzeżeniu! A Dolly skacze i się klonuje dalej.  Tym razem pozwolę sobie zacytować Szekspira z Hamleta: 
"Poloniusz: W tym szaleństwie jest metoda - czy nie szkodzi ci powietrze, książę? Nie chciałbyś odejść?
Hamlet: Z tego świata?
Poloniusz: W samej rzeczy, w grobie nie ma przeciągów."
A niestety jak widać przeciągi są!

Jaką radę można przekazać tym wszystkim, którzy tak bardzo pewni są swoich prawd? O tym pisał już św. Jan w pierwszym Liście: " My jesteśmy z Boga.
Ten, który zna Boga, słucha nas.
Kto nie jest z Boga, nas nie słucha.
W ten sposób poznajemy
ducha prawdy i ducha fałszu. 


Pisałem już, że grafika stron internetowych pełna religijnych obrazków jeszcze nie świadczy o wartościowej treści. Podobnie jak mówienie o Różańcu, czy Koronce do Miłosierdzia Bożego nie świadczy jeszcze o pobożności. Podobnie rzecz ma się z wizjonerami. Przecież Małgorzata Alacoque, Katarzyna Laboure, Bernardetta Soubirous, Ojciec Pio czy pastuszkowie z Fatimy nie zostali świętymi tylko dlatego, że mieli objawienia, lecz ze względu na świętość ich całego życia (np. Melania Calvat nie została jeszcze oficjalnie beatyfikowana). To, że ktoś otrzymał jakiś charyzmat, nie oznacza jeszcze jego boskiego pochodzenia. 

Czy duch kłamstwa może działać w osobie, która posiada charyzmaty, np. modli się w językach, prorokuje, uzdrawia? ("Nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: "Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?" Wtedy oświadczę im: "Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!" Z tego tekstu wynika, że charyzmat nie jest dowodem zjednoczenia z Jezusem. Można czynić wielkie znaki „w imię Jezusa”, ale nie z Jezusem. "Na to Jezus im odpowiedział: "Strzeżcie się, żeby was kto nie zwiódł. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: Ja jestem Mesjaszem. I wielu w błąd wprowadzą. Będziecie słyszeć o wojnach i o pogłoskach wojennych; uważajcie, nie trwóżcie się tym. To musi się stać, ale to jeszcze nie koniec! Powstanie bowiem naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będzie głód i zaraza, a miejscami trzęsienia ziemi. ".Lecz to wszystko jest dopiero początkiem boleści. Jezus mówi tutaj o fałszywych mesjaszach i fałszywych prorokach. Co będą czynić fałszywi prorocy? „Wielkie znaki i cuda”. 
Trzeba dużej ostrożności w rozeznawaniu proroctw i znaków. Należy brać pod uwagę owoce działalności „proroka”, a także jego życie: czy jest to człowiek prawdomówny, pokorny, nie szukający swojej chwały itd. Zobaczmy, co o fałszywych apostołach pisze św. Paweł: "Ci fałszywi apostołowie to podstępni działacze, udający apostołów Chrystusa. I nic dziwnego. Sam bowiem szatan podaje się za anioła światłości. Nic przeto wielkiego, że i jego słudzy podszywają się pod sprawiedliwość. Ale skończą według swoich uczynków". 2 Kor 11,13-15. Fałszywy prorok nie ma na celu ani chwały Boga, ani dobra owczarni Jezusa, ma swój cel: korzyść własną najczęściej powoduje się pragnieniem panowania, manipulowania ludźmi.
Grzeszyć można na różne sposoby. Niektórzy pobożni Katolicy zasłaniają się sprawdzonym poniekąd stwierdzeniem, że 'lepiej wierzyć jak nie wierzyć. Oczywiście, że roztropności nigdy za wiele. Lecz zapominamy też o grzechu, który się nazywa lekkomyślnością, nadmiarem wiary. Do grzechów w tej grupie zaliczymy m.in.: niebezpieczną łatwowierność oraz przesądy.  
Należy uważać za mniej lub więcej podejrzane te objawienia, które podają zdania osobliwe, dziwne; również te, które mają za przedmiot rzeczy tylko ciekawe i niepożyteczne; wreszcie objawienia otrzymywane przez osoby, których charakter i usposobienie nie dają wiarygodnej gwarancji moralnej. „Szatan cieszy się bardzo, gdy dusza pragnie objawień i jest skłonna do nich. Ma bowiem wówczas wiele sposobności, by ją łudzić i jak tylko zdoła, umniejszać wiarę. W takiej bowiem duszy jest wielka nieczułość odnośnie do wiary. Cierpi ona również rozmaite pokusy i dochodzi do różnych niedorzeczności” (św. Jan od Krzyża, Droga na Górę Karmel, Kraków 2001, s. 146).
Prawdziwość objawień prywatnych poznaje się nie z jednego, jakiego bądź znaku, wziętego oddzielnie, ale z uważnego rozpatrzenia wszystkich okoliczności, dotyczących osoby, sposobu, w jaki odbywają się te objawienia, i skutków, jakie z nich wynikły. Znaki decydujące to: 
- całkowita zgodność osoby obdarowanej objawieniami z Kościołem, co do wiary i moralności, 
- obawa tej osoby przed złudzeniami szatana i żywe pragnienie życia na zwykłych drogach postępu duchowego, połączone z zupełnym oderwaniem się od rzeczy ziemskich, 
- szczere otworzenie swego serca przełożonym Kościoła i unikanie wszelkiej skrytości wobec przewodników swej duszy; Bóg chce, by człowiek miał potwierdzenie prawdy w świadectwie osoby, która ma stać na straży tej prawdy, 
- prawdziwe posłuszeństwo wobec swych przewodników duchowych i cierpliwe poddanie się próbom i prześladowaniom, jakie mogą spotkać taką osobę, 
- całkowita pokora. 
Za Encyklopedią Kościelną: "Godność naszej boskiej religii wymaga, aby wyznawcy jej nie byli łatwowierni i aby umieli tak cenić swą wiarę, aby ją zawsze nieskończenie wyżej stawiali ponad wszystko, co nią nie jest." Z tego wynika również, że zgodnie z powyższą nauką żadne objawienie nie może skupiać na sobie takiej samej uwagi co Magisterium Extraordinarium i nie może wymagać od wiernych bezwarunkowej wiary, może natomiast – podporządkowania się hierarchii. Jeśli wizjoner musi wybierać między rozkazem orędzi a rozkazem kościelnym, to powinien wybrać rozkaz kościelny – ufając, że Pan Bóg jest w stanie poruszyć serca przełożonych. 

Dlaczego jednak Bóg dopuszcza, aby pojawiali się fałszywi prorocy, aby rozpowszechniały się fałszywe orędzia, przecież, zgodnie ze wzajemnymi "życzeniami" zwalczających się blogów, załatwiłoby to wiele kłopotów, stresów, nerwów? Nawet święte obrazki by nie pomogły. Bóg zezwala w swoim pozornym milczeniu, na działanie zła ze względu na naszą wolność wyboru. Gdyby wszystko było światłością, znaleźlibyśmy się w ostatecznym wymiarze, nie byłoby już zasługi z naszej strony. Bóg pragnie być kochany przez człowieka, nie narzuca mu tej miłości. Wolność pozwoliła Lucyferowi, najpiękniejszemu z aniołów, na bunt przeciwko Niemu i pozwoliła też Adamowi, szczęśliwemu w ziemskim raju, na tragiczne odrzucenie Jego miłości. Zalecenie św. Pawła jest tutaj bardzo przydatne: "Wszystko badajcie, a co dobre zachowujcie". Jeśli klonerzy krzyczą"odmawiajcie Różaniec, Koronkę do Miłosierdzia Bożego" - to odmawiam, ponieważ chcę odpowiedzieć na wołanie Maryi z Fatimy oraz wypełnić prośbę Pana Jezusa skierowaną przez s. Faustynę do grzeszników. Jeśli jednak klonerzy beczą, że mam zawiesić pieczęć na ścianie, która w swoim czasie spadnie na moje czoło i wyryje na nim znak schronienia - to wolę odnowić przyrzeczenia chrzcielne. Gdy rozlega się beczenie "idźcie do spowiedzi, ale wpierw odmówcie modlitwę krucjaty, która da wam odpust zupełny - to wybieram to pierwsze. I jeśli czytam, że jak nie przyjmę głosu ostatniej prorokini, to będę się smażył w piekle - to oczywiście mówię: "Panie, Ty wiesz wszystko. Ty wiesz, że Cię miłuję".

W ten sposób poznajemy ducha prawdy i ducha fałszu. Mając na uwadze tak liczne objawienia ostrzegające nas przed nadchodzącym ostrzeżeniem trzeba przede wszystkim rozważyć dobroć Boga. Wszyscy jesteśmy już umęczeni złem tego świata. Każdy z nas z ogromną tęsknotą powtarza niemal każdego dnia: "Jak długo jeszcze, Panie?". Tęsknimy za normalnością, utraconym porządkiem rzeczy. To jest naturalne, ponieważ właśnie pochodzi z tego, o czym pisze św. Jan: My jesteśmy z Boga. Jeśli to zrozumiemy to nie będzie w nas obłudy, fałszu ani zakłamania. Nie będzie w nas chęci zemsty ani dominacji nad drugim człowiekiem. Jeśli ma nastąpić "oświetlenie sumień" to przede wszystkim sprawcą tego dzieła jest Duch Święty - ponieważ to On nam wszystko przypomni. Rozważmy słowa papieża św. Grzegorza Wielkiego: "Słusznie Pan obiecuje, że Duch „was wszystkiego nauczy”. Jeśli bowiem Duch nie dotknie serc słuchających, próżne jest słowo tych, którzy nauczają. Niech nikt zatem nie przypisuje nauczającemu tego, o czym jego usta go uczą: jeśli nie ma kogoś, aby nas pouczył wewnętrznie, język nauczającego pracuje na próżno.Wszyscy tutaj słyszycie mój głos w jednakowy sposób, a jednak nie pojmujecie jednakowo tego, co słyszycie... To znaczy, że głos nie naucza, jeśli dusza nie otrzyma namaszczenia Ducha. Słowo kaznodziei jest próżne, jeśli nie potrafi rozpalić ognia miłości w sercach. Uczniowie, którzy mówili: „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?” (Łk 24,32), otrzymali ten ogień z ust samej Prawdy. Kiedy słyszymy takie słowo, serce rozgrzewa się, zimne otępienie opuszcza je, a duch nie zna już spoczynku i zaczyna pragnąć dóbr Królestwa niebieskiego. Prawdziwa miłość, która je wypełnia, wyciska łzy z oczu... Jak słodko jest usłyszeć tę naukę pochodzącą z wysoka i te przykazania, które stają się w nas jak pochodnia, która nas rozpala... miłością wewnętrzną. Słowo dochodzi do naszych uszu, a nasz przemieniony duch spala się łagodnym, wewnętrznym płomieniem."
Oczywiście, że prorocy starotestamentalni mówili o Dniu Jahwe jako o dniu sądu, gniewu; będzie to dzień straszny. Z pewnością taki będzie. Dzisiejsza kondycja świata też nie należy do najbardziej optymistycznych, skoro Maryja w Fatimie ze smutkiem wołała: "Nie obrażajcie więcej Boga, bo już i tak został bardzo obrażony".
Nie wiem, czy zjawisko ostrzeżenia jest tożsame z trzema dniami ciemności, o których pisały min. bł. Anna Maria Taigi czy bł. Elżbieta Conori-Mora, czy chociażby św.s Faustyna:"Zgaśnie wszelkie światło na niebie i będzie wielka ciemność po całej ziemi. Wtenczas ukaże się znak krzyża na niebie, a z otworów, gdzie były ręce i nogi przebite Zbawiciela, [będą] wychodziły wielkie światła, które przez jakiś czas będą oświecać ziemię. Będzie to na krótki czas przed dniem ostatecznym". Zdecydowanie jest mowa o dniu ostatecznym. O kosmicznym wydarzeniu ostrzeżenia dowiedzieć się można z relacji objawień z Garabandal. Nie ma bezpośredniego tekstu, lecz są tylko relacje Conchity. Jak wynika jednak ze stanowiska władz kościelnych, które pozostawiają sprawę objawień otwartą, komisja kościelna będzie mogła się wypowiedzieć dopiero po spełnieniu się zapowiadanych wydarzeń. Tak czy owak dowiemy się po fakcie, a wtedy nie będzie trudno ocenić prawdziwość i autentyczność tych objawień. Mnie osobiście nurtuje pytanie, czy do oświecenia sumień, a więc do weryfikacji czy jestem z Boga czy też nie, potrzebne są dwie komety? Oświecenie oświeceniem - to bardziej sprawa duchowa, wewnętrznej przemiany. Mówiąc językiem fachowym to metanoia (Wezwanie to zakłada Boży dar "nawrócenia", zgodnie z nauczaniem proroków, a jako skutek tego daru – skruchę i zmianę życiowych postaw). Natomiast oczyszczenie i odnowienie stworzenia to zupełnie inne sprawy. Św. Piotr powiedział po wyjściu ze świątyni: "Pokutujcie więc i nawróćcie się, aby grzechy wasze zostały zgładzone, aby nadeszły od Pana dni ochłody, aby też posłał wam zapowiedzianego Mesjasza, Jezusa, którego niebo musi zatrzymać aż do czasu odnowienia wszystkich rzeczy, co od wieków przepowiedział Bóg przez usta swoich świętych proroków. Powiedział przecież Mojżesz: Proroka jak ja wzbudzi wam Pan, Bóg nasz, spośród braci waszych. Słuchajcie Go we wszystkim, co wam powie. A każdy, kto nie posłucha tego Proroka, zostanie usunięty z ludu (Dz.3,19-23).
Czy nie warto już teraz przejść swoją metanoię, by przygotować swoje sumienie na oczyszczenie? Czy trzeba czekać, aż Pan Jezus objawi swoją chwałę, by być lepszym? Już teraz podejmujmy trud przemiany, aby Pan, gdy przyjdzie nie zastał nas śpiących. Moja i Twoja godzina przemiany jest tu i teraz. Każdy świadomy grzech jest ostrzeżeniem, bo im więcej ich popełniam, tym bardziej oddalam się od Boga. Już teraz budujmy Nowe Jeruzalem w nas, bo temu miastu" nie trzeba słońca ni księżyca, by mu świeciły, bo chwała Boga je oświetliła, a jego lampą - Baranek. I w jego świetle będą chodziły narody, i wniosą do niego królowie ziemi swój przepych." Ap. 21.23. 
Tam nie ma miejsca na Dolly, ale na prawdziwego Baranka.

WK
   red: Autor tekstu zastrzega sobie prawo do kopiowania we fragmentach, tylko w całości. Interpretacja inicjałów dowolna.